"My life"
-Mamo! Gdzie są moje spodnie?!
Cześć jestem Laura Marano i mam 13 lat czyli chodzę do 6 klasy. Wcześniej mieszkałam w Denver. Podobno mieliśmy świetnych sąsiadów, ale ja byłam mała i nie za bardzo to pamiętam. Mieszkam teraz w Polsce , a dokładnie w Warszawie. Moja mama - Anna jest Polką, a tata - James Amerykaninem. Mam też siostrę - Vanesse.
- Skąd ja mam wiedzieć gdzie one są?! Wszystko rozrzucasz, to teraz masz!
I to właśnie moja mama. Niska blondynka, o pięknych, brązowych oczach. Jest wiecznie zajęta. Wraz z tatą są prawnikami i pracują od 6.00 do 20.00, ale zawsze znajdą wymówke żeby zostać nawet i do północy. W domu to przeważnie ja lub Van gotujemy... i sprzątamy... i zmywamy naczynia.. i robimy pranie... wszystko robimy! (Ale tak naprawdę to tylko ja).
-Ja je mam, ale tak łatwo ci nie oddam... chyba, że zrobisz mi naleśniki.
Czego się mogłam spodziewać. Wredna Ness, która tylko czeka aż zrobię jej śniadanko. Kocham ją bo jest moja siostrą, ale powoli nie daje już rady... Van, szkoła, dom...
Van, szkoła, dom... i tak w kółko.
-Dobrze dziewczynki, nie spoznijcie się do szkoły. Ja juz musze lecieć. Pa!!
-Paa, och ty żmijo oddawaj moje spodnie. Nie będę ci naleśników smażyć. Oddawaj bo dostaniesz gitarą... zaraz szkoła.
-Eee po pierwsze nie oddam, po drugie chce z nutella, po trzecie nie poświęcisz swojej gitary, a po czwarte to się pospiesz, bo zaraz szkoła.
Zrezygnowana poszłam do kuchni. Tak jest zawsze! Szybko zrobiłam ciasto i zaczęłam smażyć. Zrobiłam dla niej z nutella a dla mnie z dżemem truskawkowym. Gdyby nie szkoła to ta kłótnia inaczej by się skończyła.
-Proszę. .. Teraz mogę moje spodnie??
-Masz i dzięki za śniadanie są pyszne. Kocham..
-Dobra ja zaraz wychodzę.
Pobiegłam na górę do mojego królestwa. Umylam zęby, wzięłam szybki prysznic i zalozyłam ten zestaw z moimi spodniami...
Uczesalam włosy i zbiegłam na dół z plecakiem. Pożegnałam Van i udałam się do męczarnii dla niewolników poniżej osiemnastki. Moja szkoła była całkiem spoko. Duże klasy i mili nauczyciele. Była połowa roku szkolnego. Juz nie długo będziemy mieli wycieczkę klasowa. Nasza sala była duża. Miała telewizor , tablice i wiele informacji. Naszą wychowawczynia była P. Mróz. Przebrałam się w szatni i udałam do klasy.
-Laura! Co tak długo?? Myślałam, że już nie przyjdziesz. - to moja BFF Wera. Miła dobra pomocna. Niska, ale jak na swój wzrost bardzo mądra. Jest poprostu najlepsza!
-No co ty? Ja? Nie ma opcji! Co mamy?
-Chyba matmę...
-Ok. To chodź!
Lekcja minęła nawet szybko. Mieliśmy jeszcze przyrodę, wf, plastyke , polski, religie i jakieś kółka, ale przeżyłam. Po lekcjach poszłam do szatni. Pożegnałam się z Weroniką i Pobiegłam do domu, a głównie do mojego królestwa....
-----------------------------------------------------------------------------
Pierwszy rozdział zakończony. Przedstawiam tu mniej więcej rodzinkę Lau. W następnym rozdziale trochę bardziej ją poznacie. Juz nie długo przekonacie się o pierwszym ważnym wydarzeniu w życiu Marano.
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Od razu ten blog mi się spodobał ;)
OdpowiedzUsuńCzekam na nexta <3
Dziękuję <3 Jako pierwsza skomentowałaś (co jest dla mnie ważne) wiec zapamiętam cie do końca. :-*
UsuńSuper rozdział ;*
OdpowiedzUsuńDobra idę czytać dalej
Pewnie znów zasnę o jakiejś 4... ; DD