niedziela, 23 sierpnia 2015

#ONE SHOT#

♡☆♡

Siemka jestem Laura. Laura Marano. Mam 16 lat i aktualnie siedzę w szkole. ;-) No wiec jestem niska brunetka. Mam brazowe oczy i malinowe usta. Jestem dobra uczennica I ogólnie świetnym człowiekiem (ach ta moja skromność). No... nienawidzę pustych wykorzystujących dziewczyny chłopców.  Są okropni.... ale to inna sprawa.
Mamy właśnie anglika kiedy wchodzi dyrektorka z jakimś niezłym ciachem.
- Kochani to jest Ross Lynch, wasz nowy kolega i uczeń tej klasy.

Chłopak zajął miejsce obok Sary. Bardzo chciałam go poznać.  Wydawał się całkiem spoko.  Jednak to były pozory. Usłyszałam jak rozmawiał z kolegami:
"Ehh to już moja trzecia szkoła.  W każdej jest tak samo: LASKI. Jestem tu tylko po to. Każda przelece. No i nikt nie jest lepszy w klamaniu niż ja." I zaczeli się śmiać.
No czyli PUSTY chłopak ..szkoda.


*dwa miesiące później*

Oczami Rossa

Przeleciałem juz prawie wszystkie. Została tylko ta Laura. Ale ona tez ulegnie. Od kilku tygodni ja zagaduje podpuszczam... będzie moja.
- Hej Lauruś. Co porabiasz?
- Ehh człowieku zaczynasz mnie wkurzać.  Ja nie jestem jak te inne puste lale. Daj mi spokój Lynch!
- Spokojnie kicia...
- Ughh nie mów tak do mnie. Debilu oddawaj to!!
- Twój telefon?
- Tak gnoju!
- Hahaha pa kochanie.
Ona jest mega słodka.
"Chłopaki chyba się zakochałem w Marano."


*Tydzień później*

Oczami Laury

Co za dupek! Ja mu dam.
Ross rozmawiał z jakimiś kolesiami.  Szybko do niego pobiegłam i pocałowałam w usta. Ten oszołomiony nic nie powiedzial. A ja uciekłam.
W następnych dniach spotkałam się z nim dwa razy.

Oczami Rossa

Postanowiłem powiedzieć jej prawde. Rozmawiala w dość dużej grupie ale ja podszedłem  i powiedziałem:
- Laura bardzo mi na tobie zależy.  Kocham Cię!
- Hahaha czyli jednak mi się udało.
- Nie rozumiem.
- Jak do nas trafiłeś powiedziałeś ze nikt nie jest od ciebie lepszy a ty z łatwością wykorzystasz wszystkie laski. Nie udało ci się to bo zostałam ja. Padłeś ofiarą mojej gry Lynch. Pocałowałam cie wykorzystałam a ty się zakochałeś ach ... szkoda mi cię.
- Ale... - juz nic nie mówiłem tylko uciekłem.

*Tydzień później*

Oczami Laury

- Laura nie wiesz gdzie jest Ross?? - Robert
- Nie. Może w łóżku z jakąś dziunią.
- Bardzo śmieszne. On się w tobie zakochał fakt był zły ale... zmienił się.
Nagle zadzwonił do niego telefon
"Halo... tak... jak to nie ma?!... co!!... ok... dobra czekamy przy wejściu!"
- Choć.
- Gdzie?
- Zobaczysz.

---------

- Dzień dobry mama Rossa.
- Laura Marano.
- To list dla ciebie. Proszę. ..

   " Droga Lauro ♡
Wiem jestem zły okropny i perfidny. Wykorzystywałem te dziewczyny.
Nie jestem na ciebie zły dobrze zrobiłaś. Z tobą chciałem zrobić to samo
ale zakochałem się. Nie mogę dłużej  żyć. 

Kocham Cię ♡♡♡♡
       

                                      Twój Ross ☆☆"



O mój Boże! Szybko powiedziałam to mamie Rossa i pierwsza rzeczą jaką mi się przypomniała to ze kiedyś mówił o Starym Moście i tam się udaliśmy.
Jest... o Chryste Panie! Jest...
- Ross!!
- Laura? Co ty tu...
- Cicho!
Pobiegłam do niego i namiętnie pocałowałam.
- Obiecaj ze nigdy więcej tak nie zrobisz!
- Obiecuje.
- Kocham cie ty mój niezrownowazony psychicznie fizycznie i umysłowo przystojniaku!
- Ja ciebie też ty mały wykorzystywaczu.
- Czyli jest okey?
- Okey
- Okey
- Okey.


♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡

No taki sobie one shot  hehe☆☆

Przede wszystkim dziękuję za wszystkie wasze komentarze,  bo motywacja jest dobra tylko wtedy gdy komentujcie moje starania. Wystarczą mi nawet Buzki ;-) czy "kiedy next" . Każda osoba komentujacą jest mi bliska.
Dziękuję za obserwatorów i 793 wyświetlenia.
Poprostu dzięki ze jesteście.
Dla tych co jeszcze do szkoły chodzą ( ale tym co nie tez) życzę miłego tygodnia i wakacji 2015 roku.
No to tyle! PAPATKI☺☺☺

PS Rozdział juz nie długo. Dawajcie swoje propozycje!







piątek, 21 sierpnia 2015

Rozdział 5

"These are probably some jokes!!"

W POPRZEDNIM ROZDZIALE...

Wyszłam z sali i zaczęłam myśleć o rodzicach, o Vanessie, o ich dzisiejszym zachowaniu, o Weronice, o prezentach, o słowach pani, o tej dziwnej dziewczynie, o szkole, o klasie, o moim domu, pokoju i pianinie, gdy nagle przechodząc obok sklepiku ktoś złapał mnie za usta, zamknął oczy i gdzieś zapakował. Nie wiem co było potem...

Obudziłam się w dziwnym i ciemnym pokoju. Zupełnie nie wiedziałam gdzie jestem. Powoli wstałam i zaczęłam szukać włącznika do światła. Byłam chyba sama w pokoju, gdyż nie wyczułam niczyjej obecności. Po kilku minutach i "chodzenia" po ścianach znalazłam to czego szukałam i nastąpiła jasność. Pokój był małych rozmiarów. Stało w nim żółte łóżko, na którym leżałam, kilka szafek i duże, czarne drzwi. Na jednej z półek obok łóżka spostrzegłam talerz kanapek z serkiem topionym i pomidorami oraz sok pomarańczowy. Od razu dał mi się we znaki głód, który odczuwałam. Nie wiedziałam co to za miejsce i z czym może być ten posiłek (mam na myśli jakieś prochy), ale po mimo głodu szybko je wciągnęłam. na kolejnej półce ujrzałam list i górkę ubrań. Treść była taka:

                             " Jedzenie jest dla ciebie więc śmiało się poczęstuj.
                               To są dla ciebie ubrania na zmianę. 
                              Jak skończysz to wyjdź na korytarz na pewno Cię znajdę ;) "   


Nie wiedziałam co mam o tym myśleć ale Przebrałam się w to:




Postanowiłam że zaryzykuję i wyjdę na korytarz. Było bardzo ciemno zupełnie tak jak w pokoju.  Nie wiedziałam gdzie mam iść, wiec ruszyłam w prawą stronę.  Spojrzałam na zegarek i okazało się ze jest godzina 16.10. Nie myślałam wtedy ze znajdę się w takiej zagadcę...
Zauważyłam okno  wiec czym prędzej do niego pobiegłam . Wyjrzalam i przeżyłam szok!
Przede mną materializowało się miasto a co najlepsze w dali widziałam wzgórze i napis "HOLLYWOD"! Czy to możliwe żebym zasnęła na Polaku?? Ale... nie... Nagle Podeszła do mnie dziewczyna i nie uwierzycie to była ta które weszła na Polski!!
- O mój Boże! To ty?! Ale jak? Porwałaś mnie?! Gdzie ja jestem i co tu robię? !
- Cicho! Nie zadawaj tyle pytań. Ughh... Jestem Marlee... I tak to ja cie porwałam.**
- Co?! 
- Nie przerywaj mi proszę bo się niczego nie dowiesz! Ehh.. a więc... jesteś... w Los Angeles.
- No chyba jaja sobie robisz? Popieprzyło cie?! Co ja tu robię?! Czemu ja?! Co że szkołą, rodzicami hę??
- Proszę zachowaj spokój!  To nie ja tu od tego jestem. Wszystko ci wyjaśnią! 
- Wyjaśnią?? Czyli kto?
- Bądź cierpliwa...
Byłam w totalnym szoku. Ja? W L.A? Nie no nogi z dupy powyrywam jak się dowiem kto taki mundry! Doszłyśmy do wielkich, czerwonych, dwustronnych drzwi i usłyszałam piosenkęmojego uulubionego zespołu "Smile"! 

https://youtu.be/4tV6bzk3_6c

Marlee otworzyła drzwi i moim oczom ukazało się R5. Nie wytrzymie! To jest chyba jakiś żart?  Czy ja śnie?? Napewno!...
- Chłopaki! Macie gościa! - krzyknęła dziewczyna.
- O jak miło! Sprężyłaś się! - powiedział Riker
- Banalne zadanie...
Nagle pobiegła do mnie Delly i mocno przytuliła , ale ja nie odwzajemnilam gdyż byłam bardzo zszokowana. Po mimo tego że byłam fanka nie zrobiło to na mnie wrażenia.  Każda inna zaczęła by piszczeć skakać wszytkich przytulać błagać o autografy. Ale nie ja...
- Usiądź Lauro, porozmawiamy. - powiedziała Marlee.
Zrobiłam co kazała a cchłopcy i Rydel ustawili się od najmłodszego do najstarszego. 
- A więc... Pewnie wiesz ale tak dla przypomnienia jesteśmy zespołem R5. Ja jestem Riker to Ellington, Rydel, Rocky, Ross, Ryland.
- Lauro. Dla przypomnienia jesteś w L.A. Przyjechałas tutaj by pomóc tej kozackiej rodzice w nauce i innych obowiązkach. Będziesz pomagała tez w zespole. Bądź spokojna. Mieszkasz teraz u Lynchów. Masz tam swój pokój i ... a właśnie! Twoja rodzina , nauczyciele i przyjaciele wiedzieli że wyjeżdżasz.  To by było na tyle. Ja spadam i sorki jeśli cię za mocno poturbowalam. No! Jeszcze raz najlepszego! Pa - powiedziała Marlee.
- Pa! - krzyknęli. 
- To są chyba jakieś żarty!!!!*
Byłam tak zdruzgotana ze aż wstałam.  Jakto w L.A, jak to wiedzieli. Dlatego dali mi taki naszyjnik, dlatego pani powiedziała "do widzenia" a Wera pomachała.  Wszystko stało się jasne! Jak mogli?! Mam dopiero 14 lat moi rodzice tak poprostu mnie oddali! Świnie! !
- Laura. Potrzebowaliśmy pomocy wiec zaczęliśmy szukać odpowiedniej dziewczyny. Nie mogliśmy znaleźć z kraju wiec postanowiliśmy z innego kontynentu. Wybraliśmy Polske a później i ciebie. Wiemy ze pięknie śpiewasz ze  dobrze się uczysz. Twoja rodzina nie była tobą zainteresowana wiec nie robili problemów.  Oddali nam cie. Przykro nam ze to tak wyszło. 
- Ja... przepraszam nie mam już siły. Możemy jechać do domu?
- Tak oczywiście! 
Wyszliśmy z budynku i udaliśmy się do domu Lynchów.  To było cudo! Piękna oświetlona willa. Ach ... marzenie!
- Choć pokaże ci twój pokój. - powiedziała Rydel.
Weszliśmy po schodach na górę i stanęliśmy przed czerwonymi drzwiami. 
- Ech... Lau tak strasznie mi przykro. Nie chciałam żeby tak wyszło.  Wejdź, rozgosc się. Pokój jest tylko twój.  Zaraz przyniosę ci coś do jedzenia. Wykąp się i idź spać. Wszystkie żeczy juz masz. Jutro porozmawiamy.
Weszłam do pokoju i przeżyłam szok! Piękny duży i czerwony. Telewizor tablet laptop i telefon. Wielkie łóżko i masakrycznie dużo miejsca. Ojejejej...
Usłyszałam pukanie i w drzwiach pojawiła się Ryd z tależem kanapek i herbata. Podziękowałam i szybko zjadłam. Poszłam do łazienki, wykonałam wszystkie czynności i poszłam do łóżka.  To był niemożliwy dzień! Szybko zasnelam czekając na jutrzejszy. 


----------------------------------------------------------------------------------
** rozmowy oczywiście po angielsku

Proszę komentujcie♡♡♡♡
No i dziękuję za wszystkie komentarze pod ostatnim postem! ☆☆☆




wtorek, 11 sierpnia 2015

Rozdział 4

Notecka ;)

"It was a total surprise"

Obudziłam się o 10  i od razu poszłam do kuchni, zobaczyłam w niej rodziców i siostre. Były moje urodziny. Nie mogłam się doczekać kiedy złożą mi życzenia dadzą prezenty. Jednak tego nie było. Nawet "cześć" nie powiedzieli. Szybko uciekłam do pokoju i zaczęłam płakać. Jak mogli zapomnieć. Od tamtej pory  nienawidzę swoich urodzin, są takie same...

Obudziłam się cała spocona z mokrymi policzkami. To właśnie dzisiaj jest 29 listopad, dziś obchodzę 14 urodziny. Ten sen był tylko przypomnieniem o tym co mnie czeka. 
Szybko wstałam z łóżka i je pościeliłam. Była 6.45, więc miałam jeszcze wiele czasu do szkoły. Wzięłam zestaw ubrań i pobiegłam do łazienki. Zdjęłam piżamę i skoczyłam pod prysznic. Umylam się malinowym, bardzo pachnącym żelem pod prysznic. Szybko też nałożyłam szampon na włosy. Poczułam na sobie gorąca ciecz, która przenikała moje ciało. Pomyślałam że nie mogę zamartwiać się spieprzonymi urodzinami i powinnam żyć dalej. Po wytarciu się ręcznikiem i lekkim podsuszeniu włosów, umylam zęby i zalozyłam zestaw (bez butów):



Wyglądałam naprawde dobrze. Postawiłam dziś na lekki cien do oczu, tusz do rzęs i czerwoną, niezbyt mocna szminkę. Włosy związałam w luźnego, wysokiego koka. 
Zeszłam na dół w celu zrobienia sniadania, ale to co tam zastałam przeszło moje najśmielsze oczekiwania...
W kuchnie stała mama z tależem kanapek, Vanessa z małą babeczką, na której byla świeczka i tata z wielkim pudłem. 
- WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO! - krzyknęli
- O mój Boże! To dla mnie?
- Tak.
Podeszła do mnie mama. Powiedziała że mnie kocha i jest ze mnie dumna. Van kazała zdmuchnąć swieczke i pomyslec życzenie, no to pomyślałam "chce żeby moje życie się zmieniło" i mnie przytuliła. Tata podał prezent i pocałował w czoło. Otworzyłam paczkę a w niej był naszyjnik z napisem " nigdy nie zapomnij o nas". Nie wiedziałam co te słowa znaczą, ale miałam pewnosc ze sie dowiem. Nie spodziewałam się tego.
- Dziekuje Wam. Ale co sie stalo? Juz od kilku lat nie skladaliscie mi zyczen. - powiedziałam smutna.
- Wiemy i za to przepraszamy.
Już nic nie mowiłam. Usiadłam i zjadłam kanapki, popijajac herbatą. Założyłam naszyjnik, wzięłam torbe i poszłam do drzwi. 
- Kochamy cie słońce i nie zapomnij o nas! - usłyszałam
- Ja też was kocham. I nie zapomnę.
Zajrzałam do torby i spostrzegłam że nie mam jednej książki. Wbieglam spowrotem do domu i wziełam ksiazke. Spojrzałam jeszcze na mój pokój. Tyle rzeczy sie w nim działo. Opowiesci o chlopakach, grania na gitarze, tyle łez i radości. Miałam jeszcze czas wiec zajrzałam do pokoju z pianinem. Zagrałam kilka melodi i..
- A ty nie idziesz do szkoły?
- Ide, ale pomyślałam ze moge już tu nie przyjść wiec...
Van zrobiła facepalma (nie wiem o co chodziło)
- Ach Lau, nie bądź na nas zła my tylko... ehh pracujemy.
- Wiem. Muszę już iść
- Pa siostra. Kocham.
- Ja cb też.
Spojrzałam ostatni raz na pianino i drzwi od mojego pokoju. Instrument był juz stary no ale...
- Pa skarbie... - to rodzice.
- Pa
- Miłego dnia. Kochamy...
- Ja was też.
Wyszłam z domu pośpiesznie idąc  do szkoły. Tyle razy usłyszałam dziś słowo "kocham",  że aż dziwnie. Nie mogłam uwiezyc ze pamiętali.
Gdy znalazłam się w szkole wszyscy sie dp mnie uśmiechali, nawet nauczyciele. Poszłam do sali nr 10 i przywitałam się z Werą. Miałam dobry humor i nie chciałam by ktoś go popsuł. Pierwsza lekcja to angielski, później wf. Szybko minęło. Na drugiej przerwie opowiedziałam Weronice o dzisiejszym poranku. Nie wyrażała zbytniego ździwienia chyba wiedziała...
- Dzień dobry dzieci! - to nasza pani od polskiego
- Dzień dobry!
- Wyjmijcie książki.
 tak zaczął się polski. Jednak w połowie lekcji usłyszeliśmy pukanie i do sali weszła wysoka brunetka, luźno ubrana. Chciała rozmawiać z naszą panią więc ta wyszła.
- Lau wiesz... jesteś moją najlepszą przyjaciółką. Kocham cie jak siostre. Wieże że twoje zycie sie zmieni i bedzie lepsze. Wszystkigo najlepszego! - i podala mi male pudelko. Gdy otworzyłam ujzałam to:




Piękna bransoletka i to jeszcze czerwona. Ach... "To była totalna niespodzianka"*
- Dziekuje dziekuje! Jest piekna! Och kocham cię poprostu!
- Spoczko.
Nie zastanawiałam sie zbytnio nad jej zyczeniami wydawały sie normalne. Do klasy weszła pani lecz po pięciu minutach zaczęła mówić.
- Uwaga kochani!
Nagle wszyscy wstali i zaczeli śpiewać mi "sto lat". Byłam w niebo wzięta! 
- Cóż... Lauro idz po krede. 
- Dobrze. 
Kiedy wychodziłam z sali spojrzałam na klase. Wszyscy uśmiechnięci z nutķą niepokoju. Spojrzałam na Wera a ta mi pomachała. Z nowu moja nauczycielka powiedziała mi "dowidzenia", przecież zaraz wróce.
Wyszłam z sali i zaczęłam myśleć
o rodzicach 
o Vanessie 
o ich dzisiejszym zachowaniu 
o Weronice 
o prezentach 
o slowach pani 
o tej dziwnej dziewczynie 
o szkole 
o klasie 
o moim domu pokoju i pianinie, gdy nagle przechodząc obok sklepiku ktoś złapał mnie za usta, zamknął oczy i gdzieś zapakował nie wiem co było potem...

-------------------------------------------------------------------------------------

A więc pierwsze ważne wydarzenie w życiu Lau. To ono zmieni wszystko...

Jestem na wakacjach ale jakimś cudem udalo mi się napisać. Kolejny rozdział bedzie dopiero po niedzieli. 
Sorki za błedy ale pisałam na telefonie.

Komentujcie!! I miłych wakacji! 
:-) ;-)

piątek, 7 sierpnia 2015

Rozdział 3

"Everyday life is embarrassing"

O godzinie 6.30 zadzwonił mój budzik. Oczywiście jak to ja nie wstałam od razu, tylko o 6.50...
Wstałam z łóżka i starannie je pościeliłam. Udałam się do łazienki, wcześniej zabierając przygotowany strój:



 Wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby i założyłam zestaw. Zrobiłam lekki makijaż i rozpuściłam falowane włosy. Po pół godzinie byłam już gotowa. Zeszłam na dół do kuchni, w celu zjedzenia śniadania.
- Hej skarbie - przywitała się ze mną mama. Dziwne...
- Hej, wszystko wpożądku?
- Tak. Czemu pytasz?
- Nie wiem, tak jakoś. Tata jest?
- Tak, w salonie, a Vanessa się ubiera.
- Ok.
Mama wróciła do picia kawy, a ja zaczęłam przygotowywać kanapkę z szynką, sałatą i pomidorem. Usiadłam przy stole kiedy mama nagle się zerwała...
- Oj! Jak późno... James musimy wychodzić!
Mama podeszła do mnie, dała buziaka i poszła. Tak samo zrobił tata.
- Na razie dziewczynki!
- Pa!
- O hej siostra ty nie w szkole?
- Hej Van! Nie jeszcze nie. Mam na 8.00.
- Ok.
- Młoda ja biorę jabłko i lecę. Nara!
- Pa
Kiedy skończyłam jeść kanapkę, napiłam się jeszcze łyka herbaty i poszłam po torbę. Wychodząc zamknęłam drzwi i udałam się do szkoły... Weszłam do budynku idąc od razu do szatni. Zostawiłam kurtkę i poszłam do sali 55, gdzie miałam polski.
- Hej Wera!
- No hej.
Zamieniłyśmy jeszcze parę słów i nagle rozległ się dźwięk dzwonka. Przyszła nasza wychowawczyni i nauczycielka j. polskiego, P. Mróz. Weszliśmy do sali i usiedliśmy w ławkach. Lekcja minęła szybko. Później był wf, przyroda, informatyka i ostatnia, moja ulubiona lekcja - angielski. Lubiłam go gdyż tata był Amerykaninem, mieszkaliśmy w Denver i ten język całkiem dobrze mi wychodził.
Po lekcjach pobiegłam na obiad. Dziś był kurczak z ryżem i sosem słodko-kwaśnym. Po posiłku pożegnałam się z Werą i  poszłam do domu. Nie miałam daleko, więc droga szybko mi minęła. Kiedy już doszłam, otworzyłam drzwi i poszłam do pokoju. Wyjęłam książki i zaczęłam odrabianie lekcji i naukę. Zeszło mi się z tym do 19.00. Spakowałam książki, naszykowałam strój na jutro i zeszłam na dół do kuchni. Zjadłam szybko zapiekanki, które wcześniej przygotowałam. Po kolacji poszłam na górę do łazienki. Szybko się umyłam, zmyłam makijaż, umyłam zęby i założyłam piżamę. W pokoju rozścieliłam łóżko i wygodnie się położyłam. Włączyłam telewizje, by obejrzeć moje ulubione seriale lecz szybko odleciałam do krainy Morfeusza.
Tak mijały mi kolejne dni. "Codzienność jest żenująca"*. Dzień zaczynał się i kończył tak samo... aż do dnia w którym wszystko się zmieniło, czyli 29 LISTOPADA, w moje urodziny...


--------------------------------------------------------------------------------
* za każdym razem będę oznaczała *(gwiazdką) , gdyż będzie to tekst z tytułu

W niedziele wyjeżdżam nad morze i nwm czy dam rade napisać rozdział ale się postaram. W każdym razie komentujcie, bo motywujecie, dodawajcie się do obserwatorów i polecajcie też innym.
Zapraszam do bohaterów i stronki tylko dla was.

Jak widzicie życie Laury jest żenujące, ale do czasu...
Już w następnym rozdziale pierwsze, najważniejsze wydarzenie w jej życiu... ZAPRASZAM :-)

czwartek, 6 sierpnia 2015

Rozdział 2

"My life is not my business"

Mój pokój był całkiem spory i bardziej doroślejszy od pokoju Van. To było moje małe miejscie na ziemi. Stało w nim biurko i telewizor oraz inne duperele. Lubiłam w nim siedzieć,  ale sama. Nie nawiedziłam jak ktoś wchodził bez pukania. Zazwyczaj była to Ness. W uzadzonym oczywiście na czerwono pokoju miałam trzy gitary. Klasyczna na której uczyłam się grać , elektroakustyczna i elektryczna. Jednak na tej ostatniej niezbyt umiałam grać.  Gitary wydawały piękny ostry dźwięk ale moim ulubionym sprzętem było pianino, które stało w pokoju obok. Często na nim grałam gdy miałam gorsze dni. Lubiłam tez pisać piosenki co nawet dobrze mi wychodziło.
Ze szłam na dół by coś przekąsic. W domu nikogo nie było.  Jak zwykle. Zrobiłam sobie kanapkę z szynka i pomidorem. Usiadłam w salonie i włączyłam telewizję. Nic nie było, więc udałam się na górę do mojego pokoju. Myślę że choć trochę wam  go opisałam. Podeszłam do biurka i spostrzegłam na szafce zdjecia:




Bylysmy wtedy takie szczesliwe doslownie dwa lata temu. Vanessa jest piekna dziewczyna. Ma duze ciemne oczy takie jak ja i wlosy tego samego koloru. Odziedziczylysmy oczy po mamie a wlosy po tacie. Kiedys bylo zupelnie inaczej. Vanessa czesto sie ze mna bawila i duzo rozmawiala. Bylysmy najlepszymi przyjaciolkami. Van jest poczatkujaca aktorka i pomaga rodzicom, dlatego jej tez nie ma czesto w domu. Kocham ja, ale ona nie znajduje juz dla mnie czasu. Ehh... naprawde za nia tesknie.



To zdjecie bylo zrobione dwa dni potem. Bylismy tacy szczesliwi. Mama jak juz mowilam piekna blondynka, niska. Tata wysoki brunet (kiedys ;) ) teraz troszke siwy. Niestety nie maja dla mnie czasu. Zapracowani prawnicy szkoda gadac. Nic o mnie nie wiedza. Nic!! Widocznie praca wazniejsza...
Usiadlam przy biurku i zaczelam robic lekcje. Nie bylo ich duzo, jak nigdy...  Szybko to zrobilam i polozylam sie na łózku. Opowiedzialam wam o domu o rodzinie czas na szkole. Jak mowilam moja wychowawczynia jest P. Mróz. Bardzo mila blondynka. W klasie mam 28 osob. Nie ma zbytnio problemow. Wszyscy sie lubimy. Jednak ja najbardziej lubie Were... tak moja BFF. Z nia dogaduje sie najbardziej. Czas teraz na mnie...
Jest pazdziernik czyli w nastepnym miesiacu mam urodziny. 29 listopad... ciekawe czy ktoś bedzie pamietal. Jak mowilam kocham muzyke. Uwielbiam zespol R5. Jednak nie mieli jeszcze koncertu w Polsce. Mam 157 cm wzrostu, brazowe wlosy i oczy. Jestem bardzo dobra uczennica i mam najwyzsza srednia w klasie. Nie wiem kim chce zostac w przyszlosci ale na to mam jeszcze czas...
Byla 20.00 rodzicow jeszcze nie ma, ale...
- Jestem!!! - Ness jest.
- Hej.
- Siema co porabiasz?
- A nic ide zaraz spac!
- Ok to nara.
I to moja jakze długa rozmowa z siostrą. SZKODA GADAĆ.  Poszlam cos zjesc, umylam sie i ubralam pizame. Spakowalam ksiazki na jutro i poszlam spac. Ok polnocy uslyszalam jak przyszli rodzice, ale nie przejelam sie tym i odlecialam do krainy Morfeusza. "Moje zycie to nie tylko moja  sprawa"*( z tytułu - od aut. ), ale teraz nikt się nim nie przejmuje.


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Przepraszam za bledy ale pisalam na telefonie ;)

poniedziałek, 27 lipca 2015

NOTECKA ;*

Hejo!
Chciałabym was poinformować (jeśli ktoś tu wogule jest), że dodałam bohaterów,  ich domy, instrumenty i stronkę tylko dla was. Zagladajcie komentujcie i proszę polecajcie znajomym. ♡♡
Dobranoc☆☆



czwartek, 23 lipca 2015

Rozdział 1

 "My life"

-Mamo! Gdzie są moje spodnie?!

Cześć jestem Laura Marano i mam 13 lat czyli chodzę do 6 klasy. Wcześniej mieszkałam w Denver. Podobno mieliśmy świetnych sąsiadów, ale ja byłam mała i nie za bardzo to pamiętam. Mieszkam teraz w Polsce , a dokładnie w Warszawie. Moja mama - Anna jest Polką, a tata - James Amerykaninem. Mam też siostrę - Vanesse.

- Skąd ja mam wiedzieć gdzie one są?! Wszystko rozrzucasz, to teraz masz!

I to właśnie moja mama. Niska blondynka, o pięknych, brązowych oczach. Jest wiecznie zajęta.  Wraz z tatą są prawnikami i pracują od 6.00 do 20.00, ale zawsze znajdą wymówke  żeby zostać nawet i do północy. W domu to przeważnie ja lub Van gotujemy... i sprzątamy... i zmywamy naczynia.. i robimy pranie... wszystko robimy! (Ale tak naprawdę to tylko ja).

-Ja je mam, ale tak łatwo ci nie oddam... chyba, że zrobisz mi naleśniki.

Czego się mogłam spodziewać. Wredna Ness, która tylko czeka aż zrobię jej śniadanko. Kocham ją bo jest moja siostrą, ale powoli nie daje już rady... Van, szkoła, dom...
Van, szkoła, dom... i tak w kółko.

-Dobrze dziewczynki, nie spoznijcie się do szkoły. Ja juz musze lecieć. Pa!!
-Paa, och ty żmijo oddawaj moje spodnie. Nie będę ci naleśników smażyć. Oddawaj bo dostaniesz gitarą... zaraz szkoła.
-Eee po pierwsze nie oddam, po drugie chce z nutella, po trzecie nie poświęcisz swojej gitary, a po czwarte to się pospiesz, bo zaraz szkoła.
Zrezygnowana poszłam do kuchni. Tak jest zawsze! Szybko zrobiłam ciasto i zaczęłam smażyć.  Zrobiłam dla niej z nutella a dla mnie z dżemem truskawkowym. Gdyby nie szkoła to ta kłótnia inaczej by się skończyła.
-Proszę. .. Teraz mogę moje spodnie??
-Masz i dzięki za śniadanie są pyszne. Kocham..
-Dobra ja zaraz wychodzę.

Pobiegłam na górę do mojego królestwa.  Umylam zęby, wzięłam szybki prysznic i zalozyłam ten zestaw z moimi spodniami...


Uczesalam włosy i zbiegłam na dół z plecakiem. Pożegnałam Van i udałam się do męczarnii dla niewolników poniżej osiemnastki. Moja szkoła była całkiem spoko. Duże klasy i mili nauczyciele. Była połowa roku szkolnego. Juz nie długo będziemy mieli wycieczkę klasowa. Nasza sala była duża. Miała telewizor , tablice i wiele informacji. Naszą wychowawczynia była P. Mróz. Przebrałam się w szatni i udałam do klasy.
-Laura! Co tak długo?? Myślałam,  że już nie przyjdziesz. - to moja BFF Wera. Miła dobra pomocna. Niska, ale jak na swój wzrost bardzo mądra. Jest poprostu najlepsza!
-No co ty? Ja? Nie ma opcji! Co mamy?
-Chyba matmę...
-Ok. To chodź!
Lekcja minęła nawet szybko. Mieliśmy jeszcze przyrodę,  wf, plastyke , polski,  religie i jakieś kółka, ale przeżyłam. Po lekcjach poszłam do szatni. Pożegnałam się z Weroniką i Pobiegłam do domu, a głównie do mojego królestwa....

-----------------------------------------------------------------------------

Pierwszy rozdział zakończony.  Przedstawiam tu mniej więcej rodzinkę Lau. W następnym rozdziale trochę bardziej ją poznacie. Juz nie długo przekonacie się o pierwszym ważnym wydarzeniu w życiu Marano.
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ